Powrót

Dlaczego popkultura pokochała Roberta Makłowicza?

Jeśli mielibyśmy przygotować ranking najpopularniejszych Polaków, to nikogo nie zaskoczy chyba fakt, że w gronie wybranych znalazłby się z pewnością Robert Makłowicz. Krytyk kulinarny, kucharz, podróżnik, dziennikarz, a od niedawna także youtuber kontemplujący piękno otaczającego świata. Kim jest ten wybrany, który od ludu słyszy powszechne nawoływania do zostania głową polskiego państwa? Dlaczego kochamy „mistrza” Makłowicza i w czym tkwi jego fenomen?

Wróćmy do początku… 

Niedzielna pora okołoobiadowa w wielu polskich domach od końcówki lat 90. – jeszcze do niedawna – kojarzona była z kulinarnymi spotkaniami z Robertem Makłowiczem w Telewizji Polskiej. 

80 dań dookoła świata z Robertem Makłowiczem (1998-1999), Podróże Kulinarne Roberta Makłowicza” (1999-2008) i Makłowicz w Podróży” (2008-2020) to programy, w których charyzmatyczny prowadzący zabierał widzów w kulinarną – pełną rozmaitych smaków – podróż, a jego mistrzowski głos snuł nad wyraz ujmującą opowieść o kulturze, mieszkańcach i historii odwiedzanych miejsc. Powiedzmy sobie jasno – początkowe lata emisji programu to czas, w którym pisała się pewna historia. Lekkość obycia z kamerą, kontemplacja otaczającego świata, makłowiczowskie poczucie humoru i poetyckość języka przesądziły o tym, że nie dało się go nie pokochać. 

Nikt nie spodziewał się wówczas chyba, że po ponad 20 latach Makłowicz stanie się arcyważną osobistością świata szeroko rozumianej popkultury, tak mocno zapisując się na kartach jej historii. 

Coś się kończy, coś zaczyna

Marzec 2020 r. Początek pandemii. Makłowicz kończy współpracę z TVP, a na YouTubie pojawia się jego autorski kanał, który jest otwarciem zupełnie nowego etapu w twórczości najpopularniejszego (zaryzykuję to stwierdzenie) kucharza w Polsce. Debiut w przestrzeni internetu otwiera przed nim zupełnie nowe, nieograniczone możliwości, ale co szczególnie ważne, także serca młodych. Tych, którzy w czasach swojego beztroskiego dzieciństwa spędzali z nim wspomniane niedzielne, wczesne popołudnia. 

W grudniowym wywiadzie dla „Wyborczej” na stwierdzenie dziennikarza, że dla osób starszych praktycznie zniknął z powierzchni ziemi, odpowiedział: Zgadzam się. Ale to też jest fenomen zagadkowy, że teraz takiego starego dziada jak ja tak chętnie oglądają ludzie zupełnie młodzi.* To właśnie Ci, którzy z nostalgią i sentymentem wracają lat 90., tak mocno kojarzących im się z dzieciństwem. W jakimś stopniu zdecydowanie te wspomnienia i skojarzenia przekładają się tak dużą popularności Makłowicza wśród młodego pokolenia. 

W czym tkwi tajemnica tego spektakularnego sukcesu?

Po pierwsze: intelekt. Każdy, kto chociaż raz widział Makłowicza na ekranie w jednym z jego filmów lub wysłuchał chociaż jednej z nim rozmów, z całą pewnością zada sobie pytanie – jak on to wszystko pamięta. To intelektualista, których dzisiaj mało  w pozytywnym oczywiście tego słowa znaczeniu. 

Jeszcze przed rozpoczęciem telewizyjnej kariery związany był z rodzimą prasą, pisząc felietony m.in. dla Gazety Wyborczej, Newsweeka, Wprost czy Przekroju. Mało kto wie, że doskonała znajomość historycznych faktów –będących stałym elementem jego produkcji – wynika nie tylko z ormiańskich genów i zamiłowania do zamierzchłych czasów – w tym w szczególnie okresu panowania Habsburgów – ale i podjętych na Uniwersytecie Jagiellońskim studiów prawniczych i historycznych. Pasja ta idzie nawet o krok dalej. Nie bez powodu jeden z jego synów na cześć arcyksięcia Habsburga – Franciszka Ferdynanda nosi imiona Ferdynand Franciszek, które kolejnością (ciekawostka) zamienione zostały tylko po to, by mógł on bezpiecznie podróżować do Sarajewa. 

Miłość do Dalmacji

Dalmacja, historyczne Austro-Węgry czy wspomniane już Sarajewo to miejsca dla Makłowicza szczególne. To pierwsze od lat jest jednym z jego domów, który stał się bohaterem kapitalnego cyklu filmów na platformie YouTube, rozsławiającym bez wątpienia jego kanał i wynoszącym go niemalże na piedestał.

Powstała nad Adriatykiem seria vlogów w czasie pandemii dała Polakom ukojenie. Pokazała świat daleki, ale jednak bliski. Normalność, której w Polsce wówczas zabrakło. To miejsce dzięki serii filmów Makłowicza stało się równie bliskie milionom Polaków, dla części z nich stając się również ich wakacyjną destynacją. 

W odcinkach, które przygotowane są bez jakiegokolwiek zadęcia, nie brak prostoty, autentyczności i swojskości. Widać zaś to, co najważniejsze – zamiłowanie do historii, kuchni oraz ukochanej Dalmacji. Widać w nich także dystans do siebie i poczucie humoru

Człowiek, który stał się memem

Mówią o nim człowiek mem, ale nie kryje się za tym żaden negatyw. Dziecięca prostota i radość z małych rzeczy pozwalają na eksplorowanie i opisywanie mozaikowości świata – doświadczanie go takim, jakim jest. Pełnym różnorodności otoczenia, przyrody, kultur i osobistych historii. Te przyrodzone atrybuty prowadzą go do ludzi – w szczególności tych młodych, do których przemawia postawą, poglądami czy otwartością na dialog. Nie ma równych i równiejszych. Utartych granic i schematów. Jest za to ważna zasada – „wolność od nacjonalistycznej trucizny”, którą podkreśla, chociażby wywieszaniem po przyjeździe do chorwackiej posiadłości bandery floty austro-węgierskiej. Zobaczyć można go zarówno w japonkach na dalmatyńskiej plaży, ale i jako zabierającego głos obywatela w ważnych społecznie sprawach. Bez krępacji mówi o tym, co myśli i to kolejny element tej tajemniczej układanki. W końcu Fiat Multipla i diabeł tasmański też muszą wywoływać w kimś rozczulenie. 

Przez lata makłowiczowskie cytaty i publikowane przez niego filmy stały się obiektem internetowych memów. Serca widzów nieustannie podbija kwiecistość języka i nieszablonowe porównania. „Ja maleńki robaczek”, „ (…) kieliszek zimnego wina należy mi się jak psu kość, albo też królikowi sałata” to tylko jedne z wielu którymi rozpieszcza oglądających. 

Wsiąknięty w popkulturę

Swoją postawą i twórczością zapisuje się na kartach tak bliskiej mu historii. W 2004 r. w świat wypuszczony został utwór (parodia) „Być jak Robert Makłowicz”, notowany nawet na Liście Przebojów Trójki. Mixy filmów z udziałem Makłowicza, jak np. „Makłowicz i koperkowy pies” mają po kilka milionów wyświetleń. „Jak Makłowicz” to najnowszy utwór, który w kwietniu 2021 r. pojawił się na YouTube. Rau Performance w swoim singlu przedstawia filozofię życia, którą doskonale znamy z programów naszego kulinarnego globtrotera. Całość zachwyca słuchaczy niemalże tak, jak popularne ostatnio fiu fiu fiu… extra!”. Nie dziwią więc chyba komentarze: Weszło jak rosołek w niedzielę 🥣; Zloto, prosze pana, zloto! (jak zwykle) <3; Mistrz! Absolutnie 🙌🏻💥 czy TO JEST ZŁOTO – nikt nie prosił, wszyscy potrzebowaliśmy ❤️.

Płynąca w żyłach niezależność

Uwagę widzów przykuwa także transparentność i niezależność. Przejście do internetu dało mu wolność, za którą idzie większa swoboda twórcza i możliwość bycia bliżej odbiorców, pozostając przy tym autentycznym i wiernym swoim przekonaniom. Reagowanie na ich potrzeby, odpowiadanie na nurtujące ich pytania stało się w tym świecie dużo prostsze. Pozostając przy niezależności – nie bez powodu na radiową audycję zdecydował się dopiero dla Newonce.radio – internetowej rozgłośni, która nie puszcza muzyki z tzw. puszki, bo tego wymagają od niej umowy z koncernami muzycznymi. Tutaj w niezależnej stacji może puszczać to, co dosłownie zapragnie jego dusza i od nikogo nie dostanie za to po uszach. 

Wspominając o transparentności, nie sposób pominąć arcyważną kwestię współprac komercyjnych, które pozwalają na realizację kolejnych odcinków. W porównaniu do niektórych kont czy kanałów tutaj nie ma mowy o zatajaniu żadnych faktów. Mówi tak, jak jest, bo po co komu mydlić oczy.

Sukces to nie dzieło przypadku

Jest w tym fenomenie coś jeszcze – synergia działań bliskiej mu i współpracującej z nim od lat ekipy. Robert Makłowicz to dzisiaj ikona, która przez lata mocno pracowała na to, by dzisiaj być w miejscu, w którym jest obecnie. Osiągnięcie tej pozycji nie byłoby możliwe, a na pewno nie z takim skutkiem, gdyby nie ekipa – a w niej także żona – z którą od lat przemierza świat, pokazując jego uroki.  

***

I na koniec, cytując grudniowy wywiad dla Wyborczej:

A co z alkoholem? Jest problem? 

– No czasami jest. Zwłaszcza wtedy, kiedy jest niedobry.**

Ten cytat niech będzie zatem podsumowaniem i ukłonem w kierunku „mistrza” Makłowicza. Pozostaje życzyć kolejnych inspirujących podróży, wiernych fanów i mnóstwa różowych koszul.

 

* Grzegorz Wysocki, Robert Makłowicz: Wszystko, co zrobiłem, przejadłem i przepiłem, https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26627363,robert-maklowicz-wszystko-co-zarobilem-przejadlem-i.html, 11.04.2020.

** Ibidem.